Close

Marzec 7, 2017

Jak  walczyć o odszkodowanie za błędy medyczne?

Panuje przekonanie, że ze służbą zdrowia nie da się wygrać. Ale jest coraz więcej wyroków na korzyść pacjenta. To daje nadzieję innym osobom, których stan zdrowia pogorszył się w wyniku błędu medycznego. Dowiedz się szczegółów na podstawie pracowania Sylwii Monostori, która przedstawia historię Ireny z Warszawy. 49 latka o swoje walczyła ze szpitalem w sądzie przez sześć lat.

Pani Irena mówi o sobie, – dziś jestem osobą niezdolną do samodzielnego życia. Mam stwierdzoną niepełnosprawność w 70 procentach. Nie wolno mi podnosić większych ciężarów niż 2 kilogramy. Noszę specjalny gorset, który podtrzymuje mój brzuch. Do tego męczą mnie zawroty głowy, mam stany lękowe i wymagam stałej opieki psychologa. To wszystko jest skutkiem nieudanej operacji onkologicznej, którą zrobiono mi w lutym dziesięć lat temu. Wykryto u mnie guz na jelicie grubym. Trafiłam do szpitala, gdzie profesor, który był ordynatorem na oddziale chirurgii, zdecydował, że trzeba go szybko wyciąć. Zaproponował operację laparoskopową, która jest mniej inwazyjna od tradycyjnej. Kiedy wybudziłam się z narkozy, byłam zaskoczona, że mam pocięty brzuch i ogromny opatrunek, a inne pacjentki, którym  także wycinano guzy laparoskopowo, miały tylko założone dreny. Pytałam się lekarzy, o co chodzi, ale zbywali mnie, mówiąc, że wszystko jest w porządku.

Brzuch bolał mnie coraz bardziej, mimo to wypisano mnie dwa dni po operacji. Byłam w stanie krytycznym Mama zabrała mnie do domu. W nocy dostałam czterdziestostopniowej gorączki, więc rano pojechałyśmy z powrotem do szpitala. Od razu zostałam przyjęta na ten sam oddział, na którym mnie operowano. Robiono mi różne badania, a ja czułam się coraz gorzej. Straciłam przytomność. Odzyskałam ją na 0I0Mie, gdzie dowiedziałam się, że miałam zapalenie otrzewnej i odratowano mnie w ostatniej chwili. Miałam drugą operację. Przerażona zauważyłam, że moje ciało jest bezwładne i mogę ruszać tylko głową. Słyszałam, jak lekarze rozmawiali między sobą, że jestem kolejną pacjentką profesora, która trafia do nich z powikłaniami. Na tym oddziale spędziłam pół roku. Odżywiano mnie pozajelitowo, miałam założoną rurkę tracheotomijną, dostawałam silne leki przeciwbólowe. Leczono mnie też z zakażenia paciorkowcem. Bardzo martwiłam się o mojego syna, którego wychowuję sama, a który był teraz pod opieką mamy. Długo go nie widziałam. Dopiero po dwóch miesiącach lekarze zgodzili się, by mnie odwiedził, ale przez tę rurkę nawet nie mogłam z nim porozmawiać. Patrzyłam tylko na niego i widziałam łzy w jego oczach. We wrześniu wróciłam do domu. Moja sytuacja finansowa była tragiczna. O powrocie do pracy nie było mowy. Byłam fryzjerką. Jeszcze przez ponad rok byłam odżywiana pozajelitowo. W mieszkaniu musiałam mieć do tego sterylne pomieszczenie. Z synem byłam na utrzymaniu mojej mamy. Ledwo wiązaliśmy koniec z końcem.

ZOBACZ TAKŻE:

  1. Jak reklamować rachunek za prąd?

  2. REKLAMACJA RACHUNKU ZA ENERGIĘ ENEA

  3. Reklamacja rachunku za prąd? Najpierw zapłać

Trzy lata po tej nieudanej operacji znalazłam wreszcie siły, by skierować sprawę do sądu. Poprosiłam szpital o wydanie mi pełnej dokumentacji medycznej. Pokazałam ją pani mecenas. ,,Jest szansa na wygranie tej sprawy. Ale trzeba się uzbroić w cierpliwość, bo to może potrwać kilka lat”, powie działa pani mecenas. Ustaliłyśmy, że w pozwie do sądu zażądam wypłaty renty. a także zadośćuczynienia za moje cierpienie fizyczne i psychiczne, odebranie mi szansy na normalne życie i możliwość wychowywania córki. To ona opiekowała się mną, bo sama nie byłam w stanie wykonać wielu codziennych czynności. Biegli zeznawali na moją korzyść Batalia w sądzie trwała sześć lat. Wyrok ogłoszono w sierpniu 2016 r. Był korzystny dla mnie. Sąd uznał, że szpital ponosi odpowiedzialność za szkodę wyrządzoną mi przez personel medyczny. Nie dołożono należytej staranności w leczeniu mnie. Głównym zarzutem było to, że za późno zrobiono mi drugą operację. Powinna być wykonana w pierwszej dobie, kiedy nastąpiło zapalenie otrzewnej, a nie w czwartej. Nie podano mi też antybiotyków na czas. To wszystko wywołało kolejne komplikacje i w rezultacie tak poważny uszczerbek na zdrowiu. Miałam żal do profesora, że nie przyznał się, że pierwsza operacja się nie powiodła i wypisał mnie do domu. Widział, że mam spuchnięty brzuch, ale po operacji wypisano mnie do domu, choć czułam się źle. Cudem uniknęłam śmierci.  Profesor bronił się. że zrobił wszystko zgodnie z zasadami sztuki medycznej. a ja jestem taka niewdzięczna. Niekorzystna była też dla niego opinia biegłych chirurgów. Uznali oni, że przed operacją miałam złą morfologię. To było przeciwwskazaniem do jej przeprowadzenia, bo zwiększało ryzyko zakażenia i powikłań. Moja pani mecenas wystąpiła też o powołanie biegłych z zakresu mikrobiologii. anestezjologii i intensywnej terapii. Opinie wydali w oparciu o dokumentacje medyczną. ale także zostałam przez nich zbadana. Sąd przyznał mi 300 tys. zł zadośćuczynienia za krzywdę poniesioną w wyniku niewłaściwego leczenia. 50 tys. zł za naruszenie praw pacjenta. 30 tys. zł zaległej renty za okres od 2007 r.. kiedy przeprowadzono operację, do chwili ogłoszenia wyroku. Dostaję też co miesiąc 690 zł renty. Pieniądze wypłaca ubezpieczyciel, z którym szpital ma podpisana umowę. Wychodząc z sali rozpraw, rozpłakałam się. Do ostatniej chwili nie wierzyłam. że wygram.

WAŻNE JEST ZEBRANIE MOCNYCH DOWODÓW –

  • W sądzie sprawy przeciwko lekarzom i szpitalom są trudne. Wyrok w dużej mierze zależy od opinii biegłych. a to też lekarze, którzy często biorą w procesie stronę kolegów po fachu. Ważna dla sądu jest też treść dokumentacji medycznej. Często jednak okazuje się. że dokumentacja nie odzwierciedla rzeczywistych skarg pacjenta czy jego samopoczucia. a także podejmowanych przez personel szpitala działań. Dlatego, aby wygrać, istotne jest dobre przygotowanie się do procesu i opracowanie strategii z prawnikiem. Najlepiej wybrać takiego. który na co dzień zajmuje się sprawami przeciwko szpitalom i lekarzom i zna nie tylko przepisy prawa, ale też procedury medyczne.
  • Sprawy o błędy medyczne przedawniają się po 3 latach. Ten okres liczy się albo od chwili zdarzenia, albo od momentu, kiedy pacjent dowie się. że podczas leczenia wyrządzono mu szkodę. Kiedy sprawa jest w sądzie, już nie może się przedawnić. W przypadku dzieci ten termin jest znacznie dłuższy: pozew można złożyć nawet dwa lata po uzyskaniu przez dziecko pełnoletności. Nie ma jednak co zwlekać z pozwem o odszkodowanie i zadośćuczynienie. W przypadku wygranej oznacza to pieniądze na dalsze leczenie oraz rehabilitację.
  • Przed złożeniem pozwu do sądu najważniejsze jest zebranie pełnej dokumentacji z całego leczenia. Warto też spisać własne obserwacje (i rodziny. o ile nam towarzyszyła w szpitalu). Zanotujmy to, co budziło nasz niepokój. Jeśli w trakcie leczenia uważamy, że nie wszystko przebiega w porządku, notujmy najważniejsze rzeczy na gorąco. Zróbmy fotografie dokumentujące przebieg leczenia (np. zaczerwienienia lub opuchlizny wokół założonego wenflonu). Dobrze jest poprosić o numery telefonów do innych pacjentów. którzy leżeli z nami na tej samej sali i byli świadkami przebiegu leczenia. Sąd może powołać ich na świadków.
  • Gdy występujemy do sądu o odszkodowanie i zadośćuczynienie, trzeba uiścić opłatę od pozwu w wysokości 5 proc. kwoty, jakiej się żąda. Osoby nie najlepiej sytuowane, w szczególności poszkodowani pacjenci mogą jednak uzyskać zwolnienie od kosztów sądowych. Na koniec postępowania sąd obciąży kosztami procesu stronę, która przegra.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *